Warsztat czasu - w Opolu zegarmistrz trzyma przy życiu rodzinne zegary

3 min czytania
Warsztat czasu - w Opolu zegarmistrz trzyma przy życiu rodzinne zegary

W małym zakładzie przy brukowanej ulicy czas płynie inaczej. Opole skrywa pracownię, gdzie drobne śrubki i pęsety decydują o tym, czy rodzinny zegar znów odmierzy kolejne pokolenia. Mistrz - z pacjentnym spojrzeniem i setkami historii za sobą - opowiada o naprawach, które bywają bardziej sentymentalne niż techniczne.

  • tradycja rzemiosła przetrwała mimo technologicznych zmian
  • zegarmistrz z ponad półwiecznym doświadczeniem przywraca do życia rodzinne pamiątki
  • Warsztat pamięta powojenne zmiany w Opolu
  • W pracowni przy ulicy Krakowskiej - narzędzia, cierpliwość i drobne śrubki
  • Gdy mechanizmy mówią o ludziach - naprawy pełne historii

Warsztat pamięta powojenne zmiany w Opolu

Zakład zegarmistrzowski przy ulicy Krakowskiej istnieje od czasów bezpośrednio po wojnie i przez dekady obserwował przemiany miasta. Pierwszym właścicielem był rzemieślnik, który przyjechał do Opola z Bydgoszczy i powoli budował miejsce oparte na fachu i zaufaniu. Od 1976 roku życie warsztatu splata się z osobą Norberta Labusgi — zegarmistrza, który prawie całe zawodowe życie przesiedział nad mechanizmami, śrubkami i tarczami.
W rozmowie wspomina początki jako praktykę u miejscowego mistrza i pierwsze zetknięcie z zegarkami – od polskich budzików po radzieckie modele.

“Do pracy przyjąłem się w 1976 roku i od tamtej pory nieprzerwanie zajmuję się zegarmistrzostwem”
Norbert Labusga

W pracowni przy ulicy Krakowskiej - narzędzia, cierpliwość i drobne śrubki

Kiedyś w jednym zakładzie pracowało nawet 5 zegarmistrzów. Dziś narzędzia to najczęściej szkło powiększające, cienka pęseta i śrubokręty o średnicach rzędu 1-1,5 mm. Większość zleceń to dziś zegarki elektroniczne, ale do najcenniejszych należą mechanizmy z duszą — kukułki, duże zegary stojące i zegarki przekazywane z pokolenia na pokolenie. Praca wymaga cierpliwości, precyzji i spokoju; bywają dni, gdy poszukiwanie usterki kończy się prozą konieczności rezygnacji, i chwile triumfu, gdy stary mechanizm znów wybija prawidłowo.

“Zdarzają się momenty frustracji.”
Norbert Labusga

“Największą satysfakcję daje mi jednak chwila, gdy klient wraca z uśmiechem”
Norbert Labusga

Gdy mechanizmy mówią o ludziach - naprawy pełne historii

Warsztat skrywa opowieści: był półmetrowy zegar stylizowany na Big Ben przywieziony z Wielkiej Brytanii, którego naprawa trwała około pół roku i odbywała się między codziennymi zleceniami. Były wyprawy do domów — na przykład do starszego małżeństwa z Przylesia — by naprawić zegar, którego nie dało się przewieźć. Często szukanie części do starych egzemplarzy kończy się na giełdach staroci; dla wielu klientów cena pracy schodzi na dalszy plan wobec wartości sentymentalnej.

Z drugiej strony zawód maleje: w najbliższym otoczeniu mistrza zostało zaledwie dwóch lub trzech zegarmistrzów. Brakuje chętnych do nauki fachu – i to martwi najbardziej.

“Najsmutniejsze jest to, że nie ma żadnego zainteresowania nauką tego zawodu.”
Norbert Labusga

Warto pamiętać, że nowoczesne smartwatche mistrz traktuje “jak gadżety” i nie podejmuje się ich naprawy; serwis skupia się na klasycznych mechanizmach i prostszych elektronicznych zegarkach.

Dla mieszkańców: jeśli w piwnicach lub na strychu leży rodzinny zegar, warto rozważyć jego odrestaurowanie - nawet części wymagające poszukiwań można znaleźć na targach staroci. Przy planowaniu naprawy warto liczyć się z czasem oczekiwania i specyfiką części. Kto ma zegarek z historią, zyskuje nie tylko naprawiony mechanizm, lecz także zachowaną pamiątkę rodzinną. A dla młodych zainteresowanych rzemiosłem - warsztat to miejsce, gdzie wiedza jest możliwa do przekazania, jeśli tylko ktoś zechce się uczyć.

Materiał pierwotnie ukazał się w styczniowym numerze Magazynu Opole i Kropka.

na podstawie: Urząd Miasta w Opolu.

Autor: krystian