Od kredki do pomnika. Andrzej Czyczyło świętuje pół wieku pracy

Od kredki do pomnika. Andrzej Czyczyło świętuje pół wieku pracy

FOT. Urząd Miasta Opola

W Opolu rysunek dawno przestał być tylko dodatkiem do tekstu. W przypadku Andrzeja Czyczyły potrafił wejść do prasy, na scenę, do muzeum, a nawet pod miejską przestrzeń jako pomnik. Podczas benefisu 50-lecia pracy twórczej artysta przypomniał, że jego droga zaczęła się od szkicownika, przypadków i upartego trzymania się ołówka. Na opolskim Rynku można dziś oglądać wystawę, która zbiera ten dorobek w jedną, niezwykle pojemną opowieść.

  • Szkolne potknięcia nie zatrzymały drogi do „Szpilek”
  • Rysunek pod cenzurą i nazwisko, którego Montreal nie umiał wymówić
  • Ułan z wieżą w lufie i puchar, który trafił do mistrzów

Szkolne potknięcia nie zatrzymały drogi do „Szpilek”

Andrzej Czyczyło nie lubi budować wokół siebie wielkich deklaracji. Mówi o sobie z dystansem, ale jego biografia sama podsuwa mocny materiał. Z Krapkowic, z rodzinnych opowieści i szkolnych zakrętów, trafił do świata, w którym liczyły się kreska, ironia i celny skrót myślowy. Nie wszystko układało się gładko – były poprawki, była niezdana matura, później walka o studia. A jednak finał przyszedł z rozmachem.

W tej historii ważny był też domowy punkt odniesienia. Ojciec powtarzał mu zasadę, którą artysta wspomina jako życiową lekcję:

„od ogółu do szczegółu”

To nie była tylko rada dla rysownika. Z czasem stała się sposobem myślenia o kompozycji, o obrazie i o tym, jak z jednego pomysłu zbudować całą opowieść. Właśnie taki porządek myślenia zaprowadził go do „Szpilek”, kultowego tygodnika satyrycznego, gdzie debiutował 16 maja 1976 roku. Od tamtej chwili zaczął liczyć zawodowy czas inaczej – od pierwszej publikacji, nie od szkolnych ocen.

Pierwszy rysunek miał być bezczelny, mocny i wyraźnie zaczepny. Gość w glanach kopiący Amorka – obraz, który nie zostawiał wątpliwości, że młody autor nie zamierzał wchodzić do satyry na palcach. Dziś brzmi to jak anegdota z początku drogi, wtedy było wejściem na łamy pisma, które dla wielu rysowników stanowiło przepustkę do świata większej publiczności.

Rysunek pod cenzurą i nazwisko, którego Montreal nie umiał wymówić

Lata 80. wymagały od satyryków więcej niż tylko dowcipu. Trzeba było umieć omijać twarde granice cenzury, nie tracąc przy tym ostrości. Czyczyło mówi o tym bez teatralności, ale z wyraźną świadomością, że w tamtym czasie każda kreska mogła znaczyć więcej, niż wynikało z podpisu. Powstawały rysunki pełne aluzji, znaków i politycznych mrugnięć okiem. Jeden z nich – stylizowana „rura przyjaźni” przypominająca sierp – przeszedł kontrolę, choć był czytelnym komentarzem do rurociągu „Przyjaźń”.

W jego opowieści pojawia się też Eryk Lipiński, postać ważna dla całego środowiska. To on wspierał Czyczyłę, pomagał mu zawodowo i – jak sam artysta zaznacza – miał w tym udział niemal opiekuńczy. Lipiński napisał rekomendację do Związku Polskich Artystów Plastyków, zapraszał na konkursy, a przy okazji uratował też jeden z najdziwniejszych epizodów w karierze opolskiego twórcy. Chodziło o konkurs w Montrealu, gdzie jury nie potrafiło poradzić sobie z jego nazwiskiem.

Wtedy, jak wspomina Czyczyło, Lipiński fonetycznie zapisał je jako „Tschitschilo” i w tej postaci autor został uwzględniony. Nagroda trafiła do niego, a anegdota do dziś brzmi jak gotowy fragment z opowieści o dawnym świecie karykatur, gdzie liczyła się nie tylko ostrość rysunku, lecz także upór, spryt i wsparcie ludzi, którzy rozumieli wagę tej pracy.

Czyczyło nie ograniczał się jednak do Polski. Wystawiał swoje prace w Muzeum Karykatury, a później także w Paryżu, Londynie, Hanowerze i Sofii. W tych miejscach jego nazwisko pojawiało się obok uznanych nazwisk polskiej satyry, co tylko potwierdzało, że opolski autor wszedł do obiegu znacznie szerszego niż lokalny.

„z wrażenia zbierałem szczękę z podłogi”

Tak opisał reakcję na wiadomość, że jego praca znalazła się w prestiżowym albumie najlepszych karykatur politycznych świata autorstwa Jerry’ego Robinsona, współtwórcy Batmana. To był moment, który wciąż pobrzmiewa w jego opowieści z wyraźnym niedowierzaniem.

Ułan z wieżą w lufie i puchar, który trafił do mistrzów

Jednym z najbardziej zaskakujących rozdziałów tej kariery jest rysunek ułana stojącego przy armacie z lufą uformowaną na wzór wieży Piastowskiej. Powstał do tekstu prasowego o obronie województwa opolskiego, ale szybko wyrósł ponad swój pierwotny kontekst. Grafika zaczęła żyć własnym życiem – pojawiała się na transparentach, w mediach, a nawet w Sejmie. W końcu stała się podstawą pomnika, który do dziś stoi nieopodal Placu Wolności. To chyba najrzadszy przypadek, gdy ilustracja prasowa wyszła z papieru i przyjęła formę trwałego miejskiego znaku.

Nie mniej szeroko rozszedł się inny projekt Czyczyły – puchar wręczany co roku mistrzowi Polski w piłce nożnej. To trofeum, jak przypomina artysta, po raz pierwszy pokazano w 2006 roku, a wykonał je opolski odlewnik Wiktor Halupczok. Dla kibiców to po prostu najważniejsze krajowe sportowe wyróżnienie, dla autora – dowód, że jego praca trafia nie tylko do galerii i redakcji, ale też do ceremoniału, który śledzi cała piłkarska Polska.

W rozmowie przewija się jeszcze jeden motyw – benefis nie jako zamknięcie, lecz jako moment zatrzymania się na chwilę. Czyczyło mówi wprost, że nie myśli o szufladzie, do której miałby schować ołówki i kredki. Chce dalej rysować, publikować i startować w konkursach. Na opolskim Rynku można dziś zobaczyć wystawę poświęconą jego dorobkowi, a sam artysta podkreśla, że ten jubileusz ma przede wszystkim przypomnieć, iż wciąż pozostaje aktywny i gotowy na kolejne prace.

„Mój benefis to nie podsumowanie dorobku, a jedynie przypomnienie, że jestem, mam się dobrze i ołówka oraz kredek ani myślę chować na dnie szuflady”

To zdanie najlepiej domyka jego historię. Po pięciu dekadach pracy twórczej Czyczyło nie stawia kropki. Raczej kolejny znak na marginesie wielkiej opowieści, którą wciąż dopisuje kreską.

na podstawie: Urząd Miasta Opola.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta Opola). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.