W Opolu gniazda są już pełne. Przyrodnik widzi cichy spadek bocianów

W Opolu gniazda są już pełne. Przyrodnik widzi cichy spadek bocianów

FOT. UM Opole

Na opolskich słupach i dachach trwa teraz bociani sezon bez wielkiej fanfary. W siedmiu gniazdach w granicach Opola ptaki już wysiadują jaja, a pierwsze przyloty nad regionem pojawiły się wyjątkowo wcześnie. Joachim Siekiera, od lat śledzący losy tych ptaków, patrzy jednak na tę wiosnę z wyraźną ostrożnością. Za obrazem białych skrzydeł kryje się mniej romantyczna opowieść o znikających łąkach i świecie, w którym bocianom coraz trudniej znaleźć dobre miejsce.

  • Siedem gniazd w granicach miasta i wiosna, która przyszła nierówno
  • Łąki znikają, a bociany mają coraz mniej miejsca do życia
  • Wierność par i dalekie loty nie zatrzymują spadku

Siedem gniazd w granicach miasta i wiosna, która przyszła nierówno

W granicach Opola bociany mają dziś siedem znanych gniazd. Ptaki zajęły je w Groszowicach, na Malinie w Grudzicach, w Wójtowej Wsi, Wrzoskach, Brzeziu oraz w Czarnowąsach. To widok, który wciąż robi wrażenie, bo bociany zwykle trzymają się raczej otwartych, wiejskich terenów niż miejskiej zabudowy.

“To rzadkość” – podkreśla Joachim Siekiera, mówiąc o bocianich gniazdach w granicach miasta.

W tym sezonie wszystkie te miejsca są już obsadzone, a ptaki wysiadują jaja. Nie oznacza to jednak, że cały przelot przebiegł równo. Pierwsze bociany pojawiły się na Opolszczyźnie już 9 marca, ale kolejne przyloty rozciągnęły się w czasie. Winne były chłodne fronty atmosferyczne ciągnące się od Turcji aż po Polskę, które spowolniły wędrówkę części ptaków.

Dla obserwatorów przyrody to ważny sygnał. Wiosna nie przychodzi tu jednym ruchem, a bocianie gniazda pokazują to jak na dłoni. Jedne pary zdążyły już wejść w etap lęgów, inne czekały dłużej na lepszą pogodę i bezpieczny start sezonu.

Łąki znikają, a bociany mają coraz mniej miejsca do życia

Najważniejszy dla bocianów nie jest sam słup ani dach, lecz to, co mają pod skrzydłami. Ptaki wybierają miejsca, w których łatwo znaleźć pokarm dla młodych. A z tym na Opolszczyźnie robi się coraz trudniej.

Siekiera zwraca uwagę na głęboką zmianę krajobrazu rolniczego. Przez ostatnie dekady niewielkie pola z ziemniakami, burakami i zbożem ustąpiły miejsca dużym połaciom rzepaku, kukurydzy i zbóż. Wysokie uprawy zasłaniają bocianom dostęp do zdobyczy, a razem z nimi znikają też łąki, czyli tereny, na których ptaki najchętniej żerują.

“W ostatnich 35 latach krajobraz rolniczy na Opolszczyźnie bardzo się zmienił” – mówi przyrodnik, wskazując na jedną z głównych przyczyn kłopotów gatunku.

To nie jest drobna korekta, tylko zmiana, która wpływa na całe bocianie życie. Tam, gdzie wcześniej były mozaikowe pola i otwarta przestrzeń, dziś częściej rozciągają się wielkie łany jednej uprawy. Dla człowieka to obraz uporządkowanego rolnictwa. Dla bociana – mniej miejsc do żerowania i mniejsze szanse na bezpieczne wychowanie piskląt.

Wierność par i dalekie loty nie zatrzymują spadku

Badania pokazują, że problem nie dotyczy tylko jednego regionu. Co dziesięć lat prowadzona jest inwentaryzacja bocianów w Polsce i całej Europie. Z tych danych wyraźnie widać spadek liczebności. W skali kraju w 2004 roku szacowano około 55 tysięcy par, a w 2024 roku już około 45 tysięcy. To blisko 20 procent mniej.

Na Opolszczyźnie trend jest równie wyraźny. Joachim Siekiera i jego brat Artur prowadzą obserwacje od 50 lat. Porównanie lat 1995 i 2014 pokazało niemal 40-procentowy ubytek gniazd. To liczby, które trudno zbagatelizować, bo bocian od dawna uchodzi za jeden z najlepiej rozpoznawalnych wskaźników stanu środowiska.

Zmienia się też sam bociani świat. Samce przylatują wcześniej, remontują gniazda i przyciągają samice, ale nie zawsze wszystko kończy się spokojnym parowaniem. Zanim dojdzie do wyboru partnerki, samiec potrafi odrzucić kilka samic. Gdy para już się zwiąże, zwykle wspólnie wysiaduje jaja i broni gniazda, choć zdarzają się też zmiany partnerów, zwłaszcza po nieudanym lęgu.

Bociany nie zaczynają też rozrodu od razu. Najwcześniej przystępują do niego w trzecim roku życia. Samce częściej zostają bliżej miejsca, w którym przyszły na świat, natomiast samice są bardziej ruchliwe i potrafią osiedlać się znacznie dalej.

Ich życie to również długie, wymagające podróże. Ptaki korzystają z prądów wznoszących, bo aktywny lot byłby dla nich zbyt kosztowny energetycznie. Dzięki nadajnikom GPS wiadomo, że polskie bociany lecą do Afryki. Pierwszy etap zwykle prowadzi przez obszary Czadu i Sudanu, gdzie po kilku tygodniach zatrzymują się, by odzyskać siły. W ciągu dnia potrafią pokonać 250–400 kilometrów, a przy sprzyjających warunkach nawet do 700. Niektóre docierają dalej, na południe Afryki, i zimują w rejonie Przylądka Dobrej Nadziei, po trasie liczącej około 11 tysięcy kilometrów.

Wbrew powszechnemu wyobrażeniu bociany nie żywią się głównie żabami. Ich jadłospis jest znacznie szerszy: obejmuje drobne ssaki, takie jak nornice i krety, a także dżdżownice, owady, czasem małe ptaki i węże. Najbardziej niebezpieczne bywają dla nich nie tyle drapieżniki, ile pogoda. Długotrwałe deszcze wychładzają pisklęta i sprzyjają chorobom w wilgotnym gnieździe.

Właśnie dlatego bociany są czymś więcej niż wiosennym znakiem rozpoznawczym. Ich liczebność mówi sporo o stanie przyrody, o jakości siedlisk i o tym, ile przestrzeni zostawiono życiu, które nie potrzebuje wielkich deklaracji, tylko łąk, pokarmu i spokoju.

na podstawie: UM Opole.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM Opole). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.