Czterdzieści lat w pomocy społecznej. W Opolu liczy się rozmowa i seniorzy

Czterdzieści lat w pomocy społecznej. W Opolu liczy się rozmowa i seniorzy

FOT. UM Opole

W opolskim MOPR nie brzmi to jak urzędowa deklaracja, lecz jak codzienna praktyka: pomagać i jeszcze czerpać z tego satysfakcję. Małgorzata Kozak, od kilku miesięcy stojąca na czele ośrodka, opowiada o pracy, która zaczęła się cztery dekady temu i wciąż trzyma ją przy ludziach. W jej opowieści seniorzy nie są dodatkiem do systemu, lecz jego najważniejszym sprawdzianem. A Opole od lat buduje wokół nich sieć miejsc, programów i prostych gestów, które czasem ważą więcej niż najbardziej rozbudowane procedury.

  • Początek w domu seniora, który przełamywał stare myślenie
  • Seniorzy w Opolu nie chcą już siedzieć z boku
  • Pomoc zaczyna się od uważności, a kończy na wspólnym stole

Początek w domu seniora, który przełamywał stare myślenie

Do Opola przyjechała z Wrocławia i właśnie tutaj znalazła swoje zawodowe miejsce. Pierwszym ważnym przystankiem był Dom Złotej Jesieni – nowatorski jak na swoje czasy, z 148 mieszkaniami i pomysłem, który w Polsce dopiero torował sobie drogę. Dla młodej kierowniczki oznaczało to zadanie z gatunku tych najtrudniejszych: trzeba było nie tylko zorganizować pracę placówki, lecz także przekonać ludzi, że dom seniora nie musi kojarzyć się z samotnością i końcem aktywności.

Początek nie był łatwy. Nazwa i sama idea budziły wtedy dystans, czasem wręcz nieufność. Z czasem jednak miejsce zaczęło żyć własnym rytmem, a jego renoma wyszła daleko poza Opole. To właśnie rozgłos sprawił, że do domu trafiali mieszkańcy z różnych stron kraju. Kozak mówi dziś wprost, że w tamtym czasie ważny był zespół i wspólne poczucie sensu. Jak podkreślała:

„A nie ma mnie bez ludzi.”

To zdanie dobrze oddaje jej sposób myślenia o pracy. W pomocy społecznej nie ma samotnych zwycięstw. Są za to codzienne decyzje, rozmowy, drobne przełomy i ludzie, którzy mają się nawzajem słuchać.

Seniorzy w Opolu nie chcą już siedzieć z boku

Dzisiaj obraz pomocy społecznej wygląda inaczej niż przed laty. Kozak zwraca uwagę, że po wsparcie przychodzą nie tylko osoby w oczywistej potrzebie, ale też ci, którzy na co dzień funkcjonują w zupełnie innych zawodach i środowiskach. Wspólny mianownik jest prosty – starzenie się społeczeństwa, samotność, problemy z samodzielnością, kryzysy psychiczne i potrzeba realnej obecności drugiego człowieka.

W Opolu ta zmiana jest szczególnie widoczna. W mieście co trzeci mieszkaniec ma ponad 60 lat, więc polityka senioralna nie jest dodatkiem, lecz jednym z głównych obszarów działania. Znaczenie ma także certyfikat Światowej Organizacji Zdrowia przyznający Opolu status „Miasta Przyjaznego Seniorom”. To wyróżnienie brzmi dumnie, ale – jak wynika z rozmowy – jest również zobowiązaniem do dalszych działań.

Sama sieć miejsc dla starszych mieszkańców jest rozbudowana i stale się rozwija. W rozmowie wybrzmiewają kolejne rocznice:

  • 10 lat Centrum Informacyjno-Edukacyjnego Senior,
  • 40 lat Domu Złotej Jesieni, które przypada w najbliższym czasie,
  • 30 lat Domu Dziennego Pobytu Magda-Maria,
  • jubileusz najmłodszego domu dziennego pobytu na Malince.

Centrum Senior, które miało zaczynać jako punkt informacji, z czasem stało się czymś znacznie więcej. Dziś to miejsce zajęć, spotkań i zwykłego bycia razem. Jedni uczą się języków, inni tańczą, malują albo ćwiczą jogę. Są też grupy turystyczne. A obok tego wszystkiego ktoś po prostu siada na kanapie, żeby porozmawiać. I właśnie taka zwyczajność bywa tu najcenniejsza.

Pomoc zaczyna się od uważności, a kończy na wspólnym stole

W opolskim MOPR nie brakuje programów, które mają ułatwiać starszym mieszkańcom codzienność. W rozmowie padają nazwy dobrze już znane w mieście: Opaska bezpieczeństwa, Koperta życia i Złota Rączka. Każdy z tych pomysłów odpowiada na inny rodzaj potrzeby, ale łączy je jedno – mają dawać starszym osobom więcej spokoju i poczucia, że nie są pozostawione same sobie.

Kozak patrzy jednak dalej niż na same narzędzia wsparcia. Myśli o rozwiązaniach, które pomagają wyjść z samotności, a nie tylko ją łagodzą. Wśród planów pojawia się „Telefon do pogadania” oraz „Godzina czasu” – pomysł, by raz w miesiącu poświęcić seniorowi chwilę rozmowy i obecności. To niewiele, a zarazem bardzo dużo. Czas, którego dziś często najbardziej brakuje, miałby stać się najprostszym prezentem.

Ważnym symbolem tej filozofii jest także Opolskie Śniadanie Wielkanocne. Zrodziło się z potrzeby wspólnego stołu, przy którym mogą usiąść bardzo różni ludzie. Na rynku spotykają się seniorzy, dzieci z przedszkoli, radni, restauratorzy, mieszkańcy Opola, Ukraińcy i Gruzini. To nie jest tylko świąteczne wydarzenie. To obraz miasta, które na chwilę zwalnia i przypomina sobie, po co są święta i wspólnota. W rozmowie pojawia się też pomysł podobnego spotkania wigilijnego na Małym Rynku.

Na końcu tej opowieści wraca najprostsza definicja pracy w pomocy społecznej. Bez wielkich haseł, za to z doświadczeniem, które nie potrzebuje ozdobników. Jak mówi Kozak:

„Dobry pracownik pomocy społecznej to każdy, kto lubi ludzi i ma przyjemność pomagania.”

I właśnie w tym zdaniu mieści się jej zawodowa droga – od pierwszych mieszkań w pionierskim domu seniora po dzisiejsze projekty dla samotnych i aktywnych opolan. Są trudne dni, są niepowodzenia, ale są też chwile, kiedy ktoś wraca do domu, ktoś odzyskuje spokój, ktoś znów się uśmiecha. Dla takich momentów ta praca naprawdę ma sens.

na podstawie: Urząd Miasta w Opolu.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM Opole). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.