Bramy awaryjne otwierane na własną rękę. Kierowcy ryzykują więzieniem, a drogi szybkiego ruchu tracą ochronę

Bramy awaryjne otwierane na własną rękę. Kierowcy ryzykują więzieniem, a drogi szybkiego ruchu tracą ochronę

FOT. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad Opole

Kłódki przecinane pilarkami, łańcuchy wyrzucane w krzaki, a na pasie startowym autostrady – zaparkowane auto z koszykiem grzybów. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad alarmuje: bezmyślne niszczenie zabezpieczeń bram ewakuacyjnych to nie wykroczenie, ale potencjalna ścieżka do więzienia. I do tragedii, której można było uniknąć.

  • Dzikie zwierzęta i samochody wjeżdżające prosto pod koła
  • Do 12 lat więzienia i milionowe regresy

Dzikie zwierzęta i samochody wjeżdżające prosto pod koła

Bramy awaryjne istnieją z jednego powodu: by ratownicy mogli dotrzeć do miejsca wypadku. Gdy ktoś je otwiera dla własnej wygody, tworzy lukę w systemie bezpieczeństwa, który miał chronić wszystkich uczestników ruchu.

Skutki? Dwojakie i równie groźne. Po pierwsze – dzikie zwierzęta. Łoś lub dzik wchodzący na jezdnię z prędkością 140 km/h to nie kolizja, to potencjalny karambol z ofiarami śmiertelnymi. Po drugie – kierowcy, którzy traktują bramę jako własny zjazd. Wjeżdżają w miejsca techniczne, bez pasów włączania, prosto pod nadjeżdżające auta.

Szczególnie bulwersujący wariant tego zjawiska? Zbieracze, którzy z pasa drogowego autostrady robią sobie parking. Niszczą ogrodzenie, wchodzą do lasu, zostawiają auto tam, gdzie zatrzymanie jest dozwolone wyłącznie w sytuacji zagrożenia życia.

„Wygląda to tak, jakby skrócenie sobie drogi do pracy lub wycieczka na grzyby były dla niektórych osób więcej warte niż ludzkie życie”

– komentują przedstawiciele GDDKiA. Tylko na autostradzie A18 w województwie lubuskim policja wystawiła w zeszłym roku ponad 30 mandatów za niszczenie zabezpieczeń. Sprawcy? Najczęściej lokalni mieszkańcy.

Do 12 lat więzienia i milionowe regresy

Konsekwencje prawne są drastyczne – i słusznie. Nieuprawnione otwarcie bramy awaryjnej, którego skutkiem będzie wypadek, to sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Grozi za to do ośmiu lat pozbawienia wolności. Jeśli dojdzie do karambolu – kwalifikacja zmienia się na spowodowanie katastrofy. Śmierć lub ciężkie uszczerbki na zdrowiu wielu osób? Nawet 12 lat.

A to nie koniec. Zarządca drogi i ubezpieczyciele mogą domagać się od sprawcy regresu finansowego – na miliony złotych. Za zniszczoną infrastrukturę. Za odszkodowania dla ofiar.

GDDKiA od lat wprowadza nowe zabezpieczenia, naprawia uszkodzenia, wymienia przecięte łańcuchy. Skala zjawiska jednak utrudnia natychmiastową reakcję. Stąd apel: każdy świadek niszczenia bram ewakuacyjnych powinien powiadomić służby. To nie donos – to potencjalne uratowanie życia.

na podstawie: Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad Opole.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad Opole). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.